piątek, 9 maja 2014

Recenzja #107 "Dziewczyna, którą kochały pioruny"

Tytuł: Dziewczyna, którą kochały pioruny 
Oryginalny tytuł: Struck
Seria: -
Autor: Jennifer Bosworth 
Wydawnictwo: Amber
Ilość stron: 320
Wysokość: 2 cm

  Mia Price to dziewczyna, którą kochają pioruny. Los Angeles jest jednym z niewielu miejsc, gdzie czuje się bezpieczna. Do czasu gdy trzęsienie ziemi niszczy miasto. Wokół panuje chaos. Plaże zmieniają się w gigantyczne wioski namiotów. Śródmieście jest rumowiskiem. Nocami w opuszczonych budynkach odbywają się dzikie imprezy. Ich uczestników przyciąga w ruiny moc, której nie potrafią się oprzeć. Dwie walczące ze sobą sekty gromadzą coraz więcej wyznawców. I obie widzą w Mii klucz do wypełnienia dwóch apokaliptycznych proroctw… Tajemniczy Jeremy obiecuje ją chronić, lecz czy jest tym, za kogo się podaje? Mia nie jest tego pewna. Wie tylko, że jego dotyk jest bardziej elektryzujący niż uderzenie pioruna…
- lubimyczytac.pl

  Pierwszą rzeczą, która rzuciła mi się w oczy, był język autorki. Już od początku miałam wrażenie, że książka napisana jest w sposób bardzo lekki, może wręcz zbyt lekki. Wraz z upływem stron wrażenie to zaczęło zanikać, by chwilę później znów wrócić. Nie wiem, co było główną tego przyczyną, ale nie język nie przypadł mi zbytnio do gustu...

  Mia, Jeremy, Tropiciele i Wyznawcy... To są główni bohaterowie i sekty występujące w książce. Skoro główni, to chyba powinniśmy wiedzieć coś na ich temat, prawda? Widać niekoniecznie - o głównych bohaterach mogłabym jeszcze coś powiedzieć: Mia jest nieco naiwną dziewczyną, dość odważną, ale bez przesady. Kocha pioruny tak samo, jak te kochają ją. Sceptycznie podchodzi do nauk Proroka jak i nie spogląda przychylnym okiem na sektę Tropicieli. Przede wszystkim troszczy się o swoją rodzinę. Jeremy... O nim mogę powiedzieć trochę mniej. Momentami miałam wrażenie, że z niego są takie ciepłe kluchy. Troszczy się głównie o Mię, broni jej przed sektami. Jest bardzo tajemniczy. Tyle. A o sektach? Tu nie napiszę nic. Powód jest prosty: wszystko (czyli niewiele) okazałoby się spojlerem. Szkoda, że poświęcono im tak mało uwagi... 

  Niewątpliwym plusem była akcja, a przynajmniej jeden jej aspekt: napięcie. Zdecydowanie nie generowały go wszechobecne pioruny czy burze. Autorce udało się kilka razy podnieść mi nieco adrenalinę, choć też nie było to coś fenomenalnego. Sama akcja również nie jest zła, szybko wciąga, jest nawet interesująca. Niemniej uważam, że można było zrobić z tej książki coś świetnego, a nie "nawet nawet", jak też to niestety wyszło. 

  Książka jest dość przeciętną młodzieżówką. Dobrze, że znalazłam ją na przecenie, bo żałowałabym pewnie jej kupna - w końcu kosztuje prawie 38 złotych (naprawdę, nie wiem za co...). Czytacie na własną odpowiedzialność, ja nie zachęcam ani nie zniechęcam. Moja ocena: 5/10

 __________________________________________________ 
Recenzja bierze udział w wyzwaniach:















__________________________________________________

Co powiecie na "Krzesanego" Wojciecha Kilara? :)




14 komentarzy:

  1. Hej c: Raczej nie przeczytam. Słyszałem o niej wcześniej, wtedy również mnie nie zainteresowała...

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie przepadam za średnimi książkami, wolę bardziej wybitne.

    OdpowiedzUsuń
  3. Widziałam na wyprzedaży, ale oparłam się pokusie. I widzę, że niewiele straciłam.

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja bym się skusiła, mimo wszystko ;) Może nie wydaje się zbyt ambitna, ale jako umilacz czasu na pewno by się sprawdziła ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Może kiedyś przeczytam, o ile nie będę miała czegoś bardziej interesującego na oku ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Odpuszczę sobie tą lekturę...

    OdpowiedzUsuń
  7. Już sam tytuł sugeruje, że książka będzie słaba. No i voila - zgadza się :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Na pewno nie przeczytam, szkoda czasu na takie kiepskie książki jeszcze z niezbyt wybitnym językiem :)

    OdpowiedzUsuń
  9. W takim razie sobie odpuszczę:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Szkoda mi czasu na takiego przeciętniaczka :)

    OdpowiedzUsuń
  11. A to nie jest tak, że w dzisiejszych czasach tylko takie książki (mało wymagające) mogą spowodować, że ktokolwiek z młodych ludzi po nie sięgnie? Smutne, ale prawdziwe. Zapraszam do siebie i pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz to motywacja. Słowa nie zawsze chcą płynąć tak, jakbym sobie tego życzyła, ale blokadę łatwiej przełamać wiedząc, że ktoś po drugiej stronie ekranu przeczyta tych kilka zdań.

Staram się odwiedzać blogi komentujących, jednak wybaczcie, jeśli zdarzy mi się nie zajrzeć do Was. Będę nadrabiać moje zaległości - nie krępujcie się zatem linkować do siebie :)