Tytuł: Dziewczyna, którą kochały pioruny
Oryginalny tytuł: Struck
Seria: -
Autor: Jennifer Bosworth
Wydawnictwo: Amber
Ilość stron: 320
Wysokość: 2 cm
Mia Price to dziewczyna, którą kochają pioruny. Los Angeles jest jednym
z niewielu miejsc, gdzie czuje się bezpieczna. Do czasu gdy trzęsienie ziemi
niszczy miasto. Wokół panuje chaos. Plaże zmieniają się w gigantyczne wioski
namiotów. Śródmieście jest rumowiskiem. Nocami w opuszczonych budynkach
odbywają się dzikie imprezy. Ich uczestników przyciąga w ruiny moc, której nie
potrafią się oprzeć. Dwie walczące ze sobą sekty gromadzą coraz więcej
wyznawców. I obie widzą w Mii klucz do wypełnienia dwóch apokaliptycznych
proroctw… Tajemniczy Jeremy obiecuje ją chronić, lecz czy jest tym, za kogo się
podaje? Mia nie jest tego pewna. Wie tylko, że jego dotyk jest bardziej
elektryzujący niż uderzenie pioruna…
- lubimyczytac.pl
Pierwszą rzeczą, która rzuciła mi się
w oczy, był język autorki. Już od początku miałam wrażenie, że książka napisana
jest w sposób bardzo lekki, może wręcz zbyt lekki. Wraz z upływem stron
wrażenie to zaczęło zanikać, by chwilę później znów wrócić. Nie wiem, co było
główną tego przyczyną, ale nie język nie przypadł mi zbytnio do gustu...
Mia, Jeremy, Tropiciele i
Wyznawcy... To są główni bohaterowie i sekty występujące w książce. Skoro
główni, to chyba powinniśmy wiedzieć coś na ich temat, prawda? Widać
niekoniecznie - o głównych bohaterach mogłabym jeszcze coś powiedzieć: Mia jest
nieco naiwną dziewczyną, dość odważną, ale bez przesady. Kocha pioruny tak
samo, jak te kochają ją. Sceptycznie podchodzi do nauk Proroka jak i nie
spogląda przychylnym okiem na sektę Tropicieli. Przede wszystkim troszczy się o
swoją rodzinę. Jeremy... O nim mogę powiedzieć trochę mniej. Momentami miałam
wrażenie, że z niego są takie ciepłe kluchy. Troszczy się głównie o Mię, broni
jej przed sektami. Jest bardzo tajemniczy. Tyle. A o sektach? Tu nie napiszę nic.
Powód jest prosty: wszystko (czyli niewiele) okazałoby się spojlerem. Szkoda,
że poświęcono im tak mało uwagi...
Niewątpliwym plusem była akcja, a
przynajmniej jeden jej aspekt: napięcie. Zdecydowanie nie generowały go
wszechobecne pioruny czy burze. Autorce udało się kilka razy podnieść mi nieco
adrenalinę, choć też nie było to coś fenomenalnego. Sama akcja również nie jest
zła, szybko wciąga, jest nawet interesująca. Niemniej uważam, że można było
zrobić z tej książki coś świetnego, a nie "nawet nawet", jak też to
niestety wyszło.
Książka jest dość przeciętną młodzieżówką. Dobrze, że
znalazłam ją na przecenie, bo żałowałabym pewnie jej kupna - w końcu kosztuje
prawie 38 złotych (naprawdę, nie wiem za co...). Czytacie na własną
odpowiedzialność, ja nie zachęcam ani nie zniechęcam. Moja ocena: 5/10
__________________________________________________
Recenzja bierze udział w
wyzwaniach:


__________________________________________________
Co powiecie na "Krzesanego" Wojciecha Kilara? :)
Nie przepadam za takimi ;/
OdpowiedzUsuńHej c: Raczej nie przeczytam. Słyszałem o niej wcześniej, wtedy również mnie nie zainteresowała...
OdpowiedzUsuńNie przepadam za średnimi książkami, wolę bardziej wybitne.
OdpowiedzUsuńWidziałam na wyprzedaży, ale oparłam się pokusie. I widzę, że niewiele straciłam.
OdpowiedzUsuńA ja bym się skusiła, mimo wszystko ;) Może nie wydaje się zbyt ambitna, ale jako umilacz czasu na pewno by się sprawdziła ;)
OdpowiedzUsuńMoże kiedyś przeczytam, o ile nie będę miała czegoś bardziej interesującego na oku ;)
OdpowiedzUsuńOdpuszczę sobie tą lekturę...
OdpowiedzUsuńJuż sam tytuł sugeruje, że książka będzie słaba. No i voila - zgadza się :)
OdpowiedzUsuńRaczej nie dla mnie..;/
OdpowiedzUsuńNie, dziękuję :)
OdpowiedzUsuńNa pewno nie przeczytam, szkoda czasu na takie kiepskie książki jeszcze z niezbyt wybitnym językiem :)
OdpowiedzUsuńW takim razie sobie odpuszczę:)
OdpowiedzUsuńSzkoda mi czasu na takiego przeciętniaczka :)
OdpowiedzUsuńA to nie jest tak, że w dzisiejszych czasach tylko takie książki (mało wymagające) mogą spowodować, że ktokolwiek z młodych ludzi po nie sięgnie? Smutne, ale prawdziwe. Zapraszam do siebie i pozdrawiam.
OdpowiedzUsuń