czwartek, 2 maja 2013

Recenzja #12 "Dziewczyna, która chciała zbyt wiele"

Tytuł: Dziewczyna, która chciała zbyt wiele
Oryginalny tytuł: Going too far
Autor: Jennifer Echols
Wydawnictwo: Jaguar
Moja ocena: 10/10

Wszystko, czego pragnie Meg, to uciec. Uciec z rodzinnego miasteczka. Uciec ze szkoły. Uciec od przywiązanych do skrajnie nudnego życia rodziców. To dlatego pewnego dnia posuwa się za daleko. Łamie prawo i zostaje nakryta przez policję.

John ma dziewiętnaście lat. Był najlepszym uczniem w szkole. Mógł iść do collage’u. A jednak zdecydował się zostać. Przestrzegać prawa. Służyć i chronić. To dlatego nie potrafi spojrzeć przez palce na wybryk Meg i postanawia dać dziewczynie nauczkę, której szybko nie zapomni.

Zbuntowana nastolatka i młody policjant. Ona wyśmiewa jego zasady. On krytykuje jej rebelianckie zapędy. Doprowadzają się do szału. Testują swoje granice. Aż, któregoś dnia, posuwają się za daleko.


  Niebieskie włosy, szaleństwo w każdym ruchu, nieco aroganckie zachowanie - to właśnie Meg. Dziewczyna nie dba o zasady, nie obchodzi ich opinia innych, żyje chwilą. Aż do... No właśnie. W końcu jej styl życia prowadzi ją do policyjnego wozu. Od tamtej chwili dziewczyna się powoli zmienia. Nie jest to jakaś radykalna zmiana, jest subtelna, ale według mnie ważna. Meg z (pseudo)przyjaciółmi, którzy również wpakowali się w kłopoty muszą odbyć karę, którą jest między innymi przebywanie i poznawanie pracy policjanta, sanitariusza i strażaka. Meg trafia do tego pierwszego. Na jej nieszczęście. Zakochuje się bowiem w funkcjonariuszu, pomimo tego, że mają całkiem różne poglądy na... wszystko. Z biegiem czasu okazuje się jednak, że oboje coś ukrywają, że oboje z jakiegoś powodu chowają się za maskami.

  Nie mogę powiedzieć, że od razu polubiłam główną bohaterkę. Wydała mi się nieodpowiedzialna, nie dbająca o nic. Żyje chwilą, naprawdę, idzie na całość. Jednak po dalszym zapoznaniu się z nią zmieniłam o niej zdanie. Dziewczyna... hm... No, nie miała w życiu łatwo. Oberwała nieźle. Nie do końca wiedziałam, o co chodzi z jej rodzicami, nie potrafię rozstrzygnąć kwestii, czy są "pozytywni" czy "negatywni" (jeśli tak można powiedzieć o rodzicach). Chyba musiałabym przekartkować książkę raz jeszcze. 
Meg... hmm... Jakby to powiedzieć nie robiąc spoilerów... Po może setnej stronie zaczęłam ją rozumieć. Nie do końca, ale już nie miałam o niej takiego złego zdania. Mimo że no, chcąc nie chcąc muszę ją nazwać lekko puszczalską. Jednak od właśnie tamtego momentu (no, może o kolejne sto stron dalej) zaczyna rozumieć, że nie może tak marnować życia. Przekonuje ją do tego głównie policjant, z którym wylądowała w jednym samochodzie na pięć nocy z rzędu odbębniając swoją karę. Dalej szokowało mnie jej zachowanie, ale tak naprawdę była już kimś innym. Kiedy w końcu wyrzuciła z siebie wszystko, co ukrywała, chcąc nie chcąc przyznam się wam, popłakałam się. Może to nie świadczy o niczym, biorąc pod uwagę, że płaczę ostatnio często, ale tym razem tych kilka urojonych łez miało sens.

  Miejscami byłam zaskoczona zachowaniem Johna. To z jednej strony. Z drugiej chciałam krzyczeć z radości "NAREEEESZCIE! BRAK SCHEMATÓW I GRZECZNEGO CHŁOPTASIA!!!". Chłopak, bądź właściwie mężczyzna, nie miał oporów, by ignorować zbuntowaną nastolatkę a chwilę później gapić się na jej biust i kazać jeździć jej na nocne patrole w parze z nim. Porządny stróż prawa sterczący ciągle przy moście ratując nawalonych nastolatków. Dziwiło mnie jego przywiązanie do tego mostu. Przy końcu lektury okazuje się, że jest wręcz przewrażliwiony na jego punkcie. Kiedy dowiedziałam się w końcu, dlaczego, moja szczęka dotykała już podłogi. 

 Muszę przyznać, że książka, mimo braku fantastycznych elementów powaliła mnie na kolana. Zaskoczyła mnie pozytywnie. Brak utartych schematów, barwne postaci (jeśli tak mogę to ująć), które mają więcej, niż jedną twarz, tą którą poznajemy na samym początku, zaskakujące momenty, to wszystko jest w tej książce na tych trzystu stronach. Kto tak jak ja ma już dość mizdrzących się do siebie wampirów, wilkołaków itp., nie ma wyboru, musi przeczytać tą książkę. A więc, DO LEKTURY BIEGIEM MARSZ!
Wasza Julia :D

4 komentarze:

  1. Cześć, bardzo tu miło :) Z okazji pierwszej rocznicy blogowania zorganizowałam loterię. Zgłoszenie zajmuje kilkanaście sekund, a daje szanse na otrzymanie zestawu słodkiej ciasteczkowej biżuterii :) Oto link: http://mood-book.blogspot.com/2013/03/26-marca-czyli-truje-was-juz-okragy-rok.html Zapraszam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Książka czeka na mojej półce obok wielu, wielu innych. Ale dzięki tej recenzji chyba zacznę ją czytać szybciej od pozostałych :)
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie: http://recenzentki-ksiazkowe.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Po Twoim opisie tym bardziej nie mogę doczekać się ,kiedy przeczytam tę książkę :)


    http://czytaniemoimhobby.blog.pl/

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz to motywacja. Słowa nie zawsze chcą płynąć tak, jakbym sobie tego życzyła, ale blokadę łatwiej przełamać wiedząc, że ktoś po drugiej stronie ekranu przeczyta tych kilka zdań.

Staram się odwiedzać blogi komentujących, jednak wybaczcie, jeśli zdarzy mi się nie zajrzeć do Was. Będę nadrabiać moje zaległości - nie krępujcie się zatem linkować do siebie :)