czwartek, 1 sierpnia 2013

Podsumowanie lipca


No i już jesteśmy na półmetku wakacji... Jak ten czas szybko leci! Ale nie narzekam na nudę - lipiec spędziłam w miłym (w większości) towarzystwie książek. Chyba wypadłam całkiem nieźle, mimo, że postów było mniej, niż w poprzednim miesiącu, to przeczytałam o jedną książkę więcej. Ogólnie może nie pobiłam jakiegoś rekordu, ale jestem zadowolona z wyniku :)

Trochę liczb i statystyk:
- Odwiedziliście mnie aż 4 050 razy! Dziękuję Wam z całego serca :)
- Możemy przeczytać aż 430 Waszych komentarzy
- Najczęściej odwiedzaliście posta pt: "Recenzja #39 "Larista" Melissa Darwood" (118 wejść)
- Najchętniej komentowaliście posta pt: "Stosiki VI" (41 komentarzy)
- Przeczytałam 15 książek, zrecenzowałam 13 z nich. Oto one:
- Ilość opublikowanych postów to 19. 

Najlepsze książki lipca: "Ósemka wygrywa", "Pośród złudzeń" oraz "Numery. Czas uciekać".
Najgorsze książki lipca: "Tunele", "Pięćdziesiąt twarzy Greya".
Ilość przeczytanych stron: 5792
Strony na dzień: 192.6

A jak Wy wypadliście w lipcu? Pochwalcie się :D

środa, 31 lipca 2013

Recenzja #47 "Tam, gdzie śpiewają drzewa"

Tytuł: Tam, gdzie śpiewają drzewa
Oryginalny tytuł: Donde los árboles cantan 
Autor: Laura Gallego
Wydawnictwo: Dreams
Ilość stron: 399 
Moja ocena: 10/10

  Viana jedyna córka księcia z Rocagrís wraz z nadejściem wiosny planuje swój ślub z ukochanym Robianem z Castelmar, któremu przyrzeczona została jeszcze gdy byli dziećmi. Jednak podczas święta zimowego przesilenia na zamek przybywa Wlik, rycerz z gór, aby ostrzec króla Nortii o zbliżającej się inwazji stepowych barbarzyńców. Robian, książę, jak i pozostali rycerze, zmuszeni są bronić swojego króla i ziem. Większość z nich ginie w walce i królestwo zostaje podbite przez barbarzyńców. Pozostałymi przy życiu rebelianci wraz z Vianą postanawiają uwolnić królestwo Nortii spod panowania okrutnego i pozornie nieśmiertelnego króla Haraka. Aby zwyciężyć, muszą poznać tajemnicę Wielkiego Lasu i dotrzeć tam, gdzie śpiewają drzewa... Wzruszająca i niezwykle wciągająca historia o miłości i pokonywaniu przeszkód.

  Na książkę nabrałam ochoty głównie przez jej okładkę. Oprawa graficzna książki jest przepiękna, a do tego odezwała się moja słabość do sukni. Miałam nadzieję, że nie zawiodę się na treści. 

  Główną bohaterką książki jest córką księcia Corvena de Rocagris. Viana została wychowana na damę, miała beztroskie życie w zamku. Chcąc nie chcąc została nieco rozpieszczona, przyzwyczaiła się do wygód. Gdy musiała opuścić swoje miejsce zamieszkania los jej już tak nie dogadzał - musiała szybko nauczyć się, jak żyć w lesie, jak walczyć, pozbyła się sukni. Od początku książki, do samego końca, przeszła wielką metamorfozę. Szybko się uczyła, aczkolwiek nie była posłuszna. Mimo, że za każdym razem miała jak najlepsze intencje, to nie za bardzo wychodziło jej to, co chciała. Po stosunkowo krótkim pobycie w lesie nie potrafiła zrobić tego, czego ją uczono za dawnych czasów - nie umiała usiedzieć na miejscu, chciała wziąć sprawy w swoje ręce. Był to według mnie wielki plus, że bohaterka nie była taką panienką typu "zróbcie to za mnie, a ja zostanę bohaterką". 
  Pozostali bohaterowie również byli dość dobrze stworzeni. Jeśli o mnie chodzi, to autorce należą się brawa za stworzenie Uriego, chłopaka spotkanego w lesie przez Vianę. Wiemy, że coś jest z nim nie tak, ale właściwie do końca nie wiemy o co z nim chodzi. Co prawda ja domyśliłam się tego kilka stron przed wyjawieniem tajemnicy, aczkolwiek i tak długo się nad nim zastanawiałam. 
UWAGA SPOILER - JEŚLI KTOŚ CHCE PRZECZYTAĆ TRZEBA ZAZNACZYĆ TEKST Przez fakt, że dopiero przy Vianie "uaktywniły się" jego uczucia, był bezpośredni w sprawach miłosnych, co dodawało mu uroku oraz sprawiało, że nie dało się uwierzyć w jego słowa. On się nie wstydził tego, że się zakochał. KONIEC SPOJLERA
  
  Autorka wykreowała przepiękny świat, opisy Wielkiego Lasu mnie ujęły (zawsze takie rzeczy uwielbiam :)). Większość akcji dzieje się właśnie w tym lesie, czytając naprawdę się tam przeniosłam. Widać, że autorka miała świetny pomysł na scenerię, i wykorzystała go w 100%. Do teraz powracam myślami do Nortii. 

  Akcja idzie do przodu w odpowiednim tempie. Gdy już mogłoby się zacząć robić nudno, autorka wyskakuje z kolejnym pomysłem, który nie pozwala nam odłożyć książki. Tę pozycję pochłaniałam z zapartym tchem, spodobała mi się właściwie od samego początku. Rozwiązania tajemnic, sekretów były zaskakujące, zarówno to, kim tak naprawdę okazał się Uri, jak i to, jakim cudem Harak wydawał się nieśmiertelny. Mimo wszystko jest jeden minusik w całości - otóż jak już autorka zbudowała napięcie, to brakło mi takiego ostatecznego uderzenia, aczkolwiek żeby uzyskać taki efekt, na jaki liczę, musiałabym zacząć czytać thrillery... Tak to jest, jak już człowiek na jeden się zdecyduje, potem nie można się uwolnić...  

  Autorka ma naprawdę lekkie pióro. Książkę czytało się lekko, co chwila wyskakiwało coś nowego, a do tego nastąpiło niebanalne zakończenie. Jak zwykle miałam łzy w oczach. Zastanawiam się teraz, czy to z powodu treści, czy faktu, że już skończyłam przygodę z książką. Epilog zamiast wybiegać niedaleko w przyszłość, jak zazwyczaj, ciągnie się aż do kilkuset lat po wydarzeniach opisanych w książce. 

  Miłość, którą tutaj znajdziemy, zupełnie nie przypomina tych rodem ze "Zmierzchu". Ciężko mi to opisać, ale po prostu jest inna, wydawała mi się prawdziwsza, nie rozwinęła się ot tak, to trochę trwało. Cieszę się, że nie wychodziła ona na pierwszy plan, nie była najważniejsza, a do tego NIE BYŁO TRÓJKĄCIKA! 

  Podsumowując: obawiałam się nieco tej książki, mimo pozytywnych ocen. Niepotrzebnie. Żałuję, że tyle z nią zwlekałam, jestem całkowicie pod jej urokiem i na pewno jeszcze ją kiedyś przeczytam. Nie odmówiłabym sobie kolejnej wyprawy do miejsca, gdzie śpiewają drzewa. 

wtorek, 30 lipca 2013

Recenzja #46 "Pięćdziesiąt twarzy Greya"

Tytuł: Pięćdziesiąt twarzy Greya
Oryginalny tytuł: Fifty shades of Grey 
Seria: Pięćdziesiąt odcieni 
Autor: E. L. James 
Wydawnictwo: Sonia Draga 
Ilość stron: 514 (wersja ang.)
Moja ocena: 4/10

Studentka literatury Anastasia Steele przeprowadza wywiad z młodym przedsiębiorcą Christianem Greyem. Niezwykle przystojny i błyskotliwy mężczyzna budzi w młodej dziewczynie szereg sprzecznych emocji. Fascynuje ją, onieśmiela, a nawet budzi strach. Przekonana, że ich spotkania nie należało do udanych, próbuje o nim zapomnieć – tyle że on zjawia się w sklepie, w którym Ana pracuje, i prosi o drugie spotkanie.

Młoda, niewinna dziewczyna wkrótce ze zdumieniem odkrywa, że pragnie tego mężczyzny. Że po raz pierwszy zaczyna rozumieć, czym jest pożądanie w swej najczystszej, pierwotnej postaci. Instynktownie czuje też, że nie jest w swej fascynacji osamotniona. Nie wie tylko, że Christian to człowiek opętany potrzebą sprawowania nad wszystkim kontroli i że pragnie jej na własnych warunkach…

Czy wiszący w powietrzu, pełen namiętności romans będzie początkiem końca czy obietnicą czegoś niezwykłego? Jaką tajemnicę skrywa przeszłość Christiana i jak wielką władzę mają drzemiące w nim demony?


  Nie spodziewałam się niczego dobrego po tej książce. Kupiłam ją właściwie nie wiedząc dokładnie o czym jest (jako że opis był po angielsku i nie do końca wszystko zrozumiałam w krótkim czasie, jaki miałam na podjęcie decyzji), po prostu wzięłam ją z promocji... Gdy w domu poszukałam opinii, pytałam siebie co ja zrobiłam... Ostatnio jednak powiedziałam sobie, że muszę w końcu się za nią zabrać i... uporałam się z nią szybciej, niż myślałam mimo wszystkich negatywów, jakie zaraz poznacie. 

  Bohaterowie w książce byli średnio dobrze wykreowani. Główny bohater wyszedł autorce najlepiej, ma jakieś sekrety, jest nieco tajemniczy, aczkolwiek w porównaniu do postaci wielu innych książek, jakie czytałam, i on wyszedł kiepsko. Anastasia ma coś 21 lat, jak dobrze pamiętam, ale momentami miałam wrażenie, że jest o kilka lat młodsza i zachowuje się jak typowa nastolatka. Ogólnie rzecz biorąc bohaterowie nie są mocną stroną książki - płascy i nieco denerwujący...

  Jeśli chodzi o fabułę - wiem, że głównym wątkiem miał być romans między Aną i Christianem, no ale wydaje mi się, że można było wpleść tam coś jeszcze. Aczkolwiek nie będę się czepiać, nie mam wystarczającego doświadczenia z takimi książkami. 

  Bardzo mnie denerwowały dwie rzeczy (pewnie, było ich więcej, ale dwie utknęły mi w pamięci). Po pierwsze - ile razy można powiedzieć do dziewczyny "mała"? Rozumiem, można kilka razy, ale są chyba jeszcze inne określenia? Ten epitet przylgnął do Anastasii jak imię! Po drugie przy chyba każdej scenie łóżkowej powtarzało się coś w stylu "pięknie pachniesz, Anastasio". W pewnym momencie wiedziałam, co Christian będzie mówił, zanim jeszcze przewinęłam stronę - po prostu wszystko się powtarza, zmienione są naprawdę drobne elementy, które zbyt wiele nie wnoszą. 

  Sądząc po tej litanii wad można by się spodziewać, że ocena poleci jeszcze niżej, aczkolwiek nie potrafiłam się do tego zmusić. Mimo wszystko czytało mi się to szybko, nie umiałam się oderwać - choć czasem mnie kusiło, gdy miałam już dość powtarzających się rzeczy. Ogólnie książka nie pozostawiła po sobie takich złych wspomnień, jakich się spodziewałam.