Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Laini Taylor. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Laini Taylor. Pokaż wszystkie posty

środa, 19 czerwca 2013

Recenzja #30 "Dni krwi i światła gwiazd"

Tytuł: Dni krwi i światła gwiazd
Oryginalny tytuł: Days of blood & starlight
Seria: Córka dymu i kości (cz. II. Pierwsza-> KLIK)
Autor: Laini Taylor
Wydawnictwo: Amber
Ilość stron: 350
Moja ocena: 7/10
Na całym świecie muzea historii naturalnej donoszą o tajemniczych włamaniach.
Uskrzydlone armie przekraczają portal dzielący ich świat od naszego.
Odwieczna wojna wybucha ze straszliwą siłą.
A ci, którzy tak bardzo się kochają, stoją po przeciwnych stronach…
Siedemnastoletnia Karou, utalentowana artystka i uczennica tajemniczego Dealera Marzeń, znalazła wreszcie odpowiedź, której tak długo szukała. Już wie, kim jest – i czym jest. Lecz ta wiedza niesie następną prawdę, której z całego serca chciałaby zaprzeczyć: że kocha wroga i że jej ukochany ją zdradził. A świat zapłaci za to krwawą cenę...
Teraz Karou musi wybrać ostatecznie, kim chce być. I zdecydować, jak daleko się posunie, by pomścić swoją rasę.
Tymczasem Akiva bez wytchnienia szuka Karou, bez której nie potrafi już żyć. I prowadzi własną walkę: o odkupienie i o nadzieję.
Lecz czy jakakolwiek nadzieja ocaleje z popiołów ich zniszczonych marzeń?


  Karou - w pierwszej części silna, odważna, wie, czego chce. Tamta Karou mi się podobała, ale autorka musiała ją zmienić... Dziewczyna dała się ponieść emocjom (choć nie dziwię się jej po tym, co Akiva jej zrobił...). Dzięki temu nie była w stanie dostrzec tego, że jest wykorzystywana, stała się nieco naiwna, a do tego zaczęła mi przypominać bohaterki wielu, wielu książek, w których schematy się ciągną. Na szczęście miała swoje momenty, które sprawiają, że jestem w stanie przymknąć oko na jej wady, które pojawiły się w tej części.
  Akiva - jak  w poprzedniej części to, że był "Kochasiem" mi nie przeszkadzało, to tu już był denerwujący, przynajmniej w obecności Karou. Zachowywał się jak jakaś ofiara przy niej... Jednak jeśli chodzi o sytuacje, w których dziewczyna była nieobecna, to bardzo mi się podobał. Odważył się zrobić coś, co mogło kosztować go w najlepszym razie dobre imię i jakikolwiek szacunek, a w najgorszym życie. Walczył o coś słusznego, miał swoje przekonania i mimo wszystko nie zmieniał ich. Kiedy był z dala od swojej ukochanej lubiłam go najbardziej ze wszystkich bohaterów.
Poza tymi delikatnymi zmianami w zachowaniu głównych bohaterów nic więcej nie rzuciło mi się w oczy. Szczerze mówiąc mam wrażenie, że w pierwszej części byli oni bardziej wyraziści, lepiej się dało "wejść" w nich...

  Akcja była średnia. Niby wszystko OK, ale... No właśnie, ale... Przez pół książki było prawie to samo. Pojawiały się jedynie szczegóły, które urozmaicały całość. To właśnie one ratują całość przed nudą. A co mi się podobało? Zacznijmy od zakończenia. Był świetny pomysł, świetne ubranie w słowa, zaskakujące. UWAGA SPOILER UWAGA SPOILER UWAGA SPOILER UWAGA SPOILER 
Byłam pewna, że nasi kochankowie się połączą, wszystko zostanie wybaczone i będą dalej walczyć razem i być ze sobą i cała reszta typowych elementów. Otóż spotkało mnie pozytywne zaskoczenie! 

  Podsumowując: książka jest zdecydowanie gorsza niż jej poprzedniczka, aczkolwiek nie odradzam. 


 
  

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Recenzja #25 "Córka dymu i kości"

Tytuł: Córka dymu i kości
Oryginalny tytuł: Daughter of smoke and bone  
Seria: Córka dymu i kości tom 1 
Autor: Laini Taylor
Wydawnictwo: Amber
Ilość stron: 397 
Moja ocena: 9/10


Na wszystkich kontynentach na drzwiach domów pojawiają się czarne odciski dłoni. Wypalają je skrzydlaci nieznajomi, którzy wkradają się do naszego świata przez szczelinę w niebie…

Przemierzająca kręte uliczki zasypanej śniegiem Pragi siedemnastolatka ze szkoły sztuk plastycznych zostanie wkrótce uwikłana w brutalną wojnę istot nie z tego świata. I odkryje prawdę o sobie – zrodzonej z dymu i kości…

Jej szkicowniki są pełne potworów. Mówi w wielu językach, nie tylko ludzkich. Ma jaskrawoniebieskie niefarbowane włosy, niezwykłe tatuaże i blizny. Kim jest?

Karou prowadzi podwójne życie: jedno w Pradze jako utalentowana i tajemnicza artystka, drugie w sekretnym sklepie, gdzie rządzi Brimstone – Dealer Marzeń. Karou nie wie,skąd przybywa i czy jest tylko człowiekiem. Nie wie, po co wyrusza przez magiczny portal na ryzykowne wyprawy. I nie wie, do którego świata należy. Dopóki nie spotka najpiękniejszej istoty: mężczyzny o skrzydłach z płomienia, ustach bez uśmiechu i oczach koloru ognia, których spojrzenie jest jak płonący lont wypalający powietrze pomiędzy nimi.

Akiva staje się jej tak bliski, jakby kochała go całe życie…

  Bardzo podobała mi się główna postać - Karou. Dziewczyna wie, czego chce, (zazwyczaj) stawia na swoim, nie boi się śmierci. Wie, że są rzeczy ważne i ważniejsze. Sama jednak zadaje sobie pytanie, które ją dręczy przez cały czas - kim tak na prawdę jest? Wychowana przez chimery sama jest człowiekiem. Ma tylko dziwne tatuaże na dłoniach od urodzenia - oprócz nich jest taka jak inni. No, może wyłączając jej rodzinę i obowiązki. Gdy jej bliskim zagraża niebezpieczeństwo robi wszystko, co może, by ich uratować.

  Akiva jest tu typowym kochasiem (uwielbiam to słowo). Jest nieco stereotypowym męskim bohaterem książkowym: usiłuje zabić naszą bohaterkę, coś sprawia, że zmienia zdanie i daruje jej życie. Ich ścieżki znów się krzyżują z jakiegoś powodu a między nimi rodzi się uczucie. Jednak nie denerwował mnie tak bardzo, jak inni bohaterowie jego rodzaju. Właściwie bardzo go polubiłam - ale za schematyczność odjęłam ten jeden punkt. 

  Podobała mi się fabuła - były anioły, które są ostatnio nieco rozsławiane w książkach młodzieżowych, ale nie było tego, czego się spodziewałam, a mianowicie upadłych osobników tego gatunku. Ich brak działa na korzyść książki - powoli mi się nudzą. Styl pisania autorki sprawiał, że każdy moment w książce, nawet najzwyklejszy, był cudowny. 
Powieść nie była przewidywalna, zaskakiwała mnie, przynajmniej w większości. Bardzo polubiłam fragmenty, gdzie był opisany ten inny świat - chimer i aniołów. To były chyba najlepsze momenty w książce. 
Już się nie umiem doczekać momentu, kiedy sięgnę po kolejny tom.