Oto kolejny numer "Deutsch Aktuell", czyli niemieckojęzycznego magazynu. Mogę powiedzieć, że średnio mi się spodobał. Kilka artykułów jest ciekawych, ale znajdzie się również kilka mniej - mimo wszystko jest to plus, ponieważ oznacza to, że tematyka jest zróżnicowana na tyle, że chyba każdy znajdzie coś dla siebie. Pierwszy tekst, który się mi spodobał to artykuł o Sandrze Bullock - bardzo ciekawy, można dowiedzieć się trochę na temat tej aktorki i jej życia. Kolejny zatytułowany został "Die Wolfsschanze - Hitlers Quartier im Zweiten Weltkrieg", co znaczy tyle co "Wilczy szaniec - kwatery Hitlera z II Wojny Światowej". Lubię historię, więc ten artykuł przeczytałam zaskakująco szybko (ja i niemiecki mimo wszystko jesteśmy nieco na bakier :D). Ten tekst okazał się naprawdę wart przeczytania. Ostatni artykuł w magazynie również mnie zainteresował. Jest on o Romantycznym Szlaku znajdującym się w Bawarii w Niemczech. Poza tym w tym numerze znaleźć można: zwyczajowe mini-artykuliki dotyczące wielu różnych zagadnień, artykuł o zagrożonych gatunkach zwierząt, o konsolach Play Station 4 i Xbox One, porównane zostały również działania wolontariuszy w Polce i Niemczech. Jak mówiłam (lub właściwie pisałam) wcześniej, tematów jest wiele, nie każdy mnie zainteresował. Wydaje mi się jednak, że każdy znajdzie tu coś dla siebie. Do tego jak zwykle - piękne zdjęcia oraz możliwość odsłuchania niektórych artykułów.
sobota, 11 stycznia 2014
Językowo... Deutsch Aktuell styczeń/luty
Oto kolejny numer "Deutsch Aktuell", czyli niemieckojęzycznego magazynu. Mogę powiedzieć, że średnio mi się spodobał. Kilka artykułów jest ciekawych, ale znajdzie się również kilka mniej - mimo wszystko jest to plus, ponieważ oznacza to, że tematyka jest zróżnicowana na tyle, że chyba każdy znajdzie coś dla siebie. Pierwszy tekst, który się mi spodobał to artykuł o Sandrze Bullock - bardzo ciekawy, można dowiedzieć się trochę na temat tej aktorki i jej życia. Kolejny zatytułowany został "Die Wolfsschanze - Hitlers Quartier im Zweiten Weltkrieg", co znaczy tyle co "Wilczy szaniec - kwatery Hitlera z II Wojny Światowej". Lubię historię, więc ten artykuł przeczytałam zaskakująco szybko (ja i niemiecki mimo wszystko jesteśmy nieco na bakier :D). Ten tekst okazał się naprawdę wart przeczytania. Ostatni artykuł w magazynie również mnie zainteresował. Jest on o Romantycznym Szlaku znajdującym się w Bawarii w Niemczech. Poza tym w tym numerze znaleźć można: zwyczajowe mini-artykuliki dotyczące wielu różnych zagadnień, artykuł o zagrożonych gatunkach zwierząt, o konsolach Play Station 4 i Xbox One, porównane zostały również działania wolontariuszy w Polce i Niemczech. Jak mówiłam (lub właściwie pisałam) wcześniej, tematów jest wiele, nie każdy mnie zainteresował. Wydaje mi się jednak, że każdy znajdzie tu coś dla siebie. Do tego jak zwykle - piękne zdjęcia oraz możliwość odsłuchania niektórych artykułów.
wtorek, 7 stycznia 2014
Recenzja #85 "Morza szept"
Tytuł: Morza szept
Oryginalny tytuł: Meeresflüstern
Seria: Morza szept
Autor: Patricia Schröder
Wydawnictwo: Dreams
Ilość stron: 334
Wysokość: 2.7 cm
Wysokość: 2.7 cm
Jako morska
istota pewnego dnia przed Elodie pojawia się Gordian. Tajemniczy. Magiczny.
Oszałamiający. Odtąd nie może przestać o nim myśleć, o jego turkusowo-zielonym
spojrzeniu, jego dłoniach, które dotykają jej z zaciekawieniem. I zaczyna się
domyślać, jakie tajemnice rzeczywiście kryje w sobie ocean i jak bardzo jej
osobiste przeznaczenie jest związane z mrocznymi legendami Wysp Normandzkich.
Upojna saga miłosna z zapierającym dech w piersi
krajobrazem wybrzeża wyspy Guernsey w tle – wstęp do porywającej morskiej
trylogii.
- lubimyczytac.pl
Zaczęłam
czytać tę książkę przepełniona nadzieją. Na co? Na dobrą powieść o syrenach, a
przynajmniej czymś podobnym do nich. Takowych jest stosunkowo mało na rynku,
przeważają wampiry, wilkołaki i podobne temu stwory (w literaturze
młodzieżowej, oczywiście). Co jednak otrzymałam? Czytajcie dalej.
Po śmierci
ojca Elodie wyjeżdża do ciotki. Dziewczyna panicznie się boi wody, lecz powoli
zbliża się do tego żywiołu, gdy w morzu pojawia się tajemniczy chłopak. W
międzyczasie poznaje Cyrila, któremu wpadła w oko. Podczas jej pobytu na Guernsey
dochodzi do zabójstwa dziewczyny w dziwnych okolicznościach. Okazuje się, że
chłopak z morza może być przez to w niebezpieczeństwie. W dodatku Cyril nie
wydaje się być zwykłym człowiekiem.
Patricia
Schröder urodziła się w
1960 roku w Wesermarsch, a mieszkała przez wiele lat w Dusseldorfie. Studiowała
projektowanie tkanin i przez kilka lat pracowała w tym zawodzie. Po urodzeniu
dzieci przeprowadziła się nad morze, które popchnęło ją do pisania. Obecnie
jest jedną z najbardziej znanych autorek książek dla młodzieży.
Główna
bohaterka, oprócz pięknego imienia Elodie, nie ma w sobie nic urzekającego.
Przeżyłabym, gdyby okazała się bohaterką, jakich wiele, byle nie miała tego
czegoś, co mnie irytuje. Co to takiego? Nie wiem, po prostu nie umiałam jej
znieść. Może wypowiedzi, które wydawały się nienaturalne, zachowanie, które
niby nic nie odbiegało od jakiejś tam normy, ale jednak coś z nim było nie tak,
a z pewnością rzeczy typu "Kocham Cię, na pewno będziemy jakimś wyjątkiem
i będziemy mogli być razem. Mówiłam Ci już, że zrobię dla Ciebie wszystko,
nawet zaryzykuję życie?". Gordian również mojego serca nie zdobył, lecz on
ma ten plus, że nie jest człowiekiem i jego postać z tego powodu intryguje
mnie. Jednak najciekawszą osobą był Cyril, którego nie rozszyfrowałam do końca
i nie znam w 100% jego zamiarów, motywów, i jeśli będę czytać serię dalej, to
tylko dla niego.
Akcja
porywająca nie jest. Dużą część książki zajmują rozterki głównej bohaterki,
które zbyt szybkiego tempa powieści nie nadawały. Zaczęło się dziać ciekawie,
gdy doszło do morderstwa, lecz brakło mi dramatyzmu, napięcia. Tajemniczy
morski chłopak uchylał co jakiś czas rąbka tajemnicy, aczkolwiek informacje,
których się od niego dowiadywałam, nie szokowały mnie zbytnio, mimo, że były na
swój sposób ważne. Jako takiego dynamizmu nadawało zachowanie Cyrila i użeranie
się Elodie z jej hmm... niby-prześladowcą (nie wiem, jak lepiej to nazwać
:)).
Język
autorki jest bez zarzutu, pomijając jeden szkopuł, o którym wspomniałam
wcześniej: niektóre wypowiedzi głównej bohaterki nie wydawały mi się naturalne.
Na plus działają jednak plastyczne opisy, dzięki którym książkę dało się
przeczytać i dość dobrze sobie wszystko wyobrazić.
Nadzieja
matką głupich, jak to mówią, a książek po okładce się nie ocenia - a okładkę ta
ma cudowną... Książka jest przeciętna, serca mi nie podbiła. Może komuś innemu
spodobała się bardziej, niż mi, ale ja wystawiam ocenę 5/10.
+ Od dziś faszeruję Was muzyką klasyczną i baletem - może
kogoś zarażę?
"Walc godzin" z baletu "Coppelia" -
Balet Bolshoi
___________________________________________________
Recenzja bierze udział w wyzwaniu "Czytamy fantastykę" oraz "Przeczytam tyle, ile mam wzrostu"
___________________________________________________
Recenzja bierze udział w wyzwaniu "Czytamy fantastykę" oraz "Przeczytam tyle, ile mam wzrostu"
niedziela, 5 stycznia 2014
Recenzja #84 "Opiekunka grobów"
Tytuł: Opiekunka grobów
Oryginalny tytuł: Grave Minder
Seria: -
Autor: Melissa Marr
Wydawnictwo: Replika
Ilość stron: 315
Wysokość: 2.4 cm
W niezwykle
spokojnym miasteczku Claysville dochodzi do brutalnego morderstwa. Maylene
Barrow, kobieta pielęgnująca wszystkie cmentarze w mieście, zostaje znaleziona
we własnej kuchni w kałuży krwi. Ale szeryf nie przeprowadza śledztwa.
Do Claysville przybywa
Rebeka, przybrana wnuczka Maylene. Z lotniska odbiera ją Byron, syn
przedsiębiorcy pogrzebowego, zakochany w niej bez pamięci. Obydwoje mają za
sobą osiem lat życia poza miasteczkiem, unikania siebie i rozmów o wzajemnej
miłości, obydwoje też odczuwają niezrozumiałą ulgę, wkraczając w granice
Claysville.
Wydarzenia
przyspieszają, zdarzają się kolejne brutalne napaści, a Rebeka i Byron
zaczynają odkrywać, że ich miasteczko rządzone jest w myśl dość niezwykłych
zasad. Dowiadują się też, że dziedzicznie przypadają im obojgu bardzo ważne
funkcje, zapisane w dziwacznym kontrakcie sprzed 300 lat. Ona musi przejąć po
zmarłej babci funkcję Opiekunki Grobów, a on - po ojcu - rolę Grabarza i jej
opiekuna. Spokój i bezpieczeństwo Claysville zależą od tego, czy ta para
wypełni swe role starannie.
- lubimyczytac.pl
Wyobraźcie sobie miasto, w którym
ludzie rzadko chorują, a już na pewno nie umierają z powodu chorób, spokojne,
ciche, miasto w którym czujecie, że to Wasze miejsce na Ziemi, gdzie cały
stres i napięcie znika po przekroczeniu jego granic. W takim właśnie miejscu
wychowała się główna bohaterka Rebeka Barrow. Opuściła miasto, lecz gdy umiera
jej babka, wraca. Nie wie, że zmarła zostawiła jej w spadku zawód Opiekunki
Grobów - osoby, która dba o to, by zmarli pozostawali pochowani w ziemi. Może
brzmi to trochę jak powieść o zombie, ale na szczęście nie jest to
prawda.
Melissa Marr to amerykańska autorka
wielu książek, głównie młodzieżowych. Zadebiutowała w 2007 roku wydając powieść
"Królowa lata". "Opiekunka grobów" jest jej pierwszą
powieścią dla dorosłych czytelników.
Pierwszy, ogromny plus należy się
autorce za sam pomysł. Ta książka nie opiera się na wyświechtanych już
scenariuszach, a wykreowanie takiego zawodu jak opiekunka grobów jak i zmienienie
nieco powołania grabarza jest naprawdę innowacyjne. Również Kraina Umarłych
została przedstawiona w ciekawy sposób, tak jak i obrzędy odprawiane przez
opiekunkę nad zmarłymi. Oprócz tego wyraźnie jest zarysowana historia,
tłumacząca stopniowo, dlaczego miasto jest inne niż pozostałe. Pod tym względem
nie mam nic do zarzucenia.
Bohaterowie zostali wykreowani w
miarę dobrze, szczególnie Byron, którego bardzo polubiłam. Zarzucić mogę coś
głównej bohaterce. Przez zdecydowaną większość książki zadręcza się ona swoimi
uczuciami, a także usiłuje się ich wyprzeć. Rozumiem co prawda powód jej
zachowania, aczkolwiek po przeczytaniu jakiejś połowy książki stało się to
nieco irytujące.
Pani Marr ma lekkie pióro, widać, że
ma już doświadczenie w pisaniu. Wszystko, o czym było wspomniane w książce
potrafiłam sobie wyobrazić z łatwością. Jedyny problem był taki, że nie akcja
nie wciągnęła mnie do środka wydarzeń. Czytając miałam wrażenie, że równie
dobrze mógłby mi tę historię ktoś relacjonować, gdzie ja stałabym z boku,
zupełnie oddzielona od wydarzeń. Jest to według mnie wadą, ponieważ wolę, gdy
czytając zapominam o bożym świecie, a w tym przypadku się tak nie stało. Tempo
akcji również nie było według mnie idealne, gdyż w połowie książki nadal nie działo
się nic przełomowego, po prostu życie sobie płynęło bez większych zakłóceń, z
chwilowym szokiem bohaterów w chwili dowiedzenia się prawdy.
Kilka razy przewidziałam, co się
może stać, natomiast końcówka mnie zaskoczyła. Podobało mi się zakończenie tej
historii.
Reasumując, uważam, że książka
idealna nie jest, wad trochę się uzbierało. Powiedzieć jednak muszę, że
książka ma swój urok, przez co myślę o niej zaskakująco często i nie żałuję jej
przeczytania. Moja ocena to 6/10.
_______________________________
Recenzja bierze udział w wyzwaniach: "Czytamy fantastykę" oraz "Przeczytam tyle, ile mam wzrostu"
Subskrybuj:
Posty (Atom)
